Forum Zwiadowcy Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

"Strażnicy płomienia" - Joel Rosenberg

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Zwiadowcy Strona Główna -> Skorghijl
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
LadyPauline26
Moderator
Moderator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 4139
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 83 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Myślenice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:19, 16 Lut 2015    Temat postu: "Strażnicy płomienia" - Joel Rosenberg

Rzadko mi się to ostatnio zdarza, ale skończyłam czytać serię. Sześciotomową. Pierwszy tom zaczęłam gdzieś w połowie sierpnia, więc widać, że męczyłam się z tym przez dobre pół roku. (Jak teraz dokładniej sprawdziłam, to widzę, że wychodzi pół roku i jeden dzień Very Happy.) Całkiem niezły wynik, muszę przyznać, jak sobie popatrzeć na ilość serii, która mam "w trakcie czytania".
Ale do rzeczy!

____________________________________
Po pierwsze lista tomów.

1. Śpiący smok
2. Miecz i łańcuch
3. Srebrna korona
4. Dziedzic
5. Wojownik żyje
6. Droga do Ehvenor

*** *** *** ***
MOGĄ SIĘ POJAWIĆ SPOJLERY
Tooo znaczy, są na pewno :3


A teraz moja recenzja. Więc, po pierwsze, muszę już na wstępie zaznaczyć, że ta seria to takie dość typowe fantasy. Ma faktycznie kilka odbiegających od normy elementów, ale smoki są, krasnoludy i elfy są. Magia jest, wojownicy są... Nadmierna czasem ilość ładnych kobiet także.
Tym, co odróżnia tę serię od innych, jest fakt, że występujące w niej postacie urodziły się w czasach współczesnych. Nie jest to jakiś wielki spojler z mojej strony. Informacja pojawia się już na pierwszych stronach i w opisie tomu. Poza tym sedna sprawy nie stanowi samo ich przeniesienie do równoległego świata, ale raczej to, jaką drogę w tym świecie sobie wybrali.

No i gdyby na tym się skończyło, być może nie byłoby źle. Ale... No tego już nie dam rady napisać bez zdradzania fabuły, więc poniższy fragment będzie tylko dla tych, których nie interesuje, że cokolwiek zaspojleruję.
Cytat:
Po pierwszym tomie głównym celem bohaterów staje się walka z niewolnictwem. Żeby pozbyć się czegoś, na co istnieje prawne i społeczne przyzwolenie, musieli wymyślić jakiś niezawodny sposób, który sprawiłby, że ludziom przestałoby się opłacać kupowanie służących. Dlatego zaczęli napadać na karawany, a z pomocą tych, których uwolnili, założyli w ukrytej dolinie coś w rodzaju państwa, które stanowiło w pewnym stopniu bazę wypadową dla kolejnych ataków.
Łowcy niewolników nie przestali istnieć, ale handel ludźmi rzeczywiście stał się bardziej nieopłacalny. Trzeba było wynajmować większą ochronę dla karawan, niektórzy bali się kupować towar. W rezultacie cena wzrosła i... no ogólnie cała ta instytucja zaczęła się powoli, ale dość systematycznie sypać.
Do trzeciego tomu... Mam wrażenie, że autorowi zwyczajnie znudziło się pisanie na ten temat i postanowił kompletnie zignorować to, od czego wziął się tytuł serii. Bo bohaterowie mieli podtrzymywać ten metaforyczny płomień wolności. Iii guzik prawda. W pierwszej połowie było to jeszcze obecne, mimo że wszystko dzieje się na tle osobistego konfliktu Karla - głównego bohatera - z synem gościa, którego zabił w pierwszej części. Ten motyw zemsty ciągnie się właściwie międzypokoleniowo przez pierwsze cztery części, ale potem praktycznie znika, razem z kwestią zniesienia niewolnictwa. Chyba że stawianie na rozwój technologiczny to taka swoista próba walki u podstaw z cywilizacyjnym zacofaniem tego świata. No wiecie... coś w stylu "jak będzie maszyna, to nikt nie kupi człowieka". Ale nawet jeśli ma to sens, dla mnie wygląda po prostu jak bezczelne olanie całej sprawy walczenia z niewolnictwem. A szkoda


Jeśli chodzi o bohaterów, to są bardzo różni. Niektórych po prostu nie da się polubić, inni są kwestią gustu - czyli nic niezwykłego. Aczkolwiek z mojego punktu widzenia, większość raczej zniechęcała, żeby żywić do nich przesadnie ciepłe uczucia. Pominę milczeniem rozliczne - zbyteczne z mojego punktu widzenia - wątki "romantyczne", polegające na dość mętnej kwestii spania ze sobą różnych osób, które bynajmniej robić tego nie powinny. (Chociażby dlatego, że ktoś inny mógłby ich za to nadziać na miecz bez dłuższych rozmyślań.)
Swoją drogą moją ulubioną chyba postacią został smok... Bardzo żałuję, że nie występował częściej, ale naprawdę denerwował mnie chyba najmniej z całego tego towarzystwa. (Ogólnie zasada "im mniej ktoś mnie wkurza, tym mniej się pojawia w akcji" obowiązywała tam w większości przypadków.)

Ale wrócę może do tego, co mnie kompletnie zniechęciło do tej serii.
Masa nieskończonych wątków... W drugim - jeśli mnie pamięć nie myli - tomie pojawia się motyw podróży do miejsca, gdzie mają odwieźć pewną dziewczynkę uwolnioną od handlarzy niewolników, a na miejscu okazuje się, że istnieje jakiś miecz do zabijania czarodziejów, którego używanie jest przeznaczeniem... no jednego z bohaterów. Hmm... możecie zapomnieć o wyjaśnieniu tej sprawy. Albo istnieje kontynuacja tej serii, o której nie mam pojęcia albo autor po prostu olał tę kwestię z góry na dół i nie zamierza jej w żaden sposób wyjaśniać. (A patrząc na czasy, kiedy te książki pisano to... no raczej nie zamierza.)
Podobnie jest zresztą z masą innych rzeczy, na których wytłumaczenie człowiek czeka i czeka... tylko po to, żeby się nie doczekać, bo ostatnia część mówi o czymś zupełnie innym.
No właśnie... ostatnia część...
Cytat:
Nie mogę powiedzieć, żeby była tragiczna sama w sobie, chociaż nagle narracja przechodzi na pierwszoosobową, a do tego o wszystkim opowiada bohater, którego szczerze momentami nie znoszę. (Między innymi przez jego pseudomądrą filozofię i to, że praktycznie w każdym rozdziale musi być nawiązanie do jego podbojów miłosnych albo relacji z żoną... to aż dziwne, że posiada kogoś takiego, bo przy jego... beztrosce powinien mieć raczej po jednej dziewczynie na każdą okoliczną wieś.)
Ale przemilczmy kwestię narratora. To po prostu było słabe. Prawie w ogóle nie pokazano związku z pozostałymi tomami, poza wiecznym wspominaniem o Karlu i tym, że porównywali jego syna z nim... Co było cholernie denerwujące, bo z jednej strony wciąż mu mówili, że nim nie jest i nigdy nie będzie, a z drugiej wymagali, żeby się do niego jak najbardziej upodobnił, bo inaczej wszystko się zawali.


Dobra, już nie mam siły o tym gadać Neutral.
To trzeba, jak każdą książkę, przeczytać samemu i dopiero wtedy ma się wgląd w całą sytuację. Takie moje gadanie niewiele chyba da, bo tylko zniechęcam :<. Ale po prostu mnie zdenerwowała ta oderwana od rzeczywistości końcówka, z której tak naprawdę nic zupełnie nie wynika. Okropnie to frustrujące -.- Poza tym uważam, że ta seria miała wielki potencjał, który kompletnie zaprzepaszczono, pomijając rzeczy, z których mogłoby wyniknąć coś naprawdę ciekawego, a koncentrując się na dość schematycznych nieraz relacjach międzyludzkich. Bo stosunek różnych osób do siebie od pewnego momentu jest prawie niezmienny.
No niestety, 6/10 chyba.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez LadyPauline26 dnia Pon 19:31, 16 Lut 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Zwiadowcy Strona Główna -> Skorghijl Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin