Forum Zwiadowcy Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

"Trzej muszkieterowie" - Aleksander Dumas

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Zwiadowcy Strona Główna -> Skorghijl
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
LadyPauline26
Moderator
Moderator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 4248
Przeczytał: 19 tematów

Pomógł: 81 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Myślenice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:26, 28 Lis 2015    Temat postu: "Trzej muszkieterowie" - Aleksander Dumas

Przedstawianie tej książki i jej treści jest chyba zbyteczne. Co prawda wątpię, by jakakolwiek bajka oddawała chociaż połowę zawartości powieści, ale główną ideę pewnie każdy zna. Jest sobie d'Artagnan, przyjeżdża do Paryża, żeby zrobić karierę i poznaje Atosa, Portosa i Aramisa - czyli tytułowych muszkieterów. Ale może zamiast wgłębiać się w fabułę, wyliczę po prostu po kolei, co mi się podobało w tej serii, a co wręcz przeciwnie. Podzielę to na konkretne podpunkty, żeby nie zbierać wszystkich narzekań lub zalet w jedno miejsce. Ponieważ, tak jak powiedziałam już w temacie Aktualnie czytam, mam co do tej książki dość mieszane uczucia.


Pierwsza sprawa to bohaterowie. Akurat tutaj skłaniam się raczej ku temu, że ich nie lubię. Niestety. Chociaż zależy jeszcze, o których mowa i co rozumiemy przez lubienie. Na pewno nie znalazłam sobie tutaj nikogo, kogo wspominałabym z zachwytem i kogo dalszą historię koniecznie chciałabym poznać. Trzej muszkieterowie byli nawet w porządku, a pod koniec zwłaszcza Atos zrobił się naprawdę fajny, ale... to jednak nie było "to". Natomiast d'Artagnana w miarę postępowania fabuły coraz bardziej nie znosiłam ;-;. Chociaż właściwie od pewnego momentu nie psuł już sobie opinii - choć też nie polepszał. Ale przy wątku z Milady i Ketty... miałam szczerą ochotę zadźgać go jego własną szpadą za takie traktowanie kobiet, zadufanie w sobie i za bycie tak wyidealizowanym frajerem Neutral. A wydawałoby się człowiekowi, że główny bohater będzie spoko...

Jeśli chodzi o fabułę, to podobała mi się, chociaż uważam, że brakowało jej jakiejś jednej myśli. Mam na myśli jeden konkretny wątek, który motywowałby kolejne wydarzenia - tak jak sprawa pierścienia w LOTR. Teoretycznie można za coś takiego uznać dążenie d'Artagnana do zostania muszkieterem, ale szczerze mówiąc, nie widziałam tego zwykle, szczególnie wtedy, kiedy wydarzeniami kierowały intrygi kardynała. Wspomniał czasem, że tego chce i nic poza tym. Oczywiście nie twierdzę, że taka jedna linia, po której idzie cała fabuła, jest niezbędna, żeby powieść się spodobała, ale czasami miałam wrażenie, że ta książka jest trochę rozbita. Na koniec dużo rzeczy okazywało się ze sobą łączyć, ale przez większość czasu czułam, że skaczę pomiędzy kilkoma wątkami, nie do końca rozumiejąc, jakie to w ogóle ma znaczenie dla całości. I uważam, że chwilami ilość zbiegów okoliczności była odrobinę zbyt duża.
Ale! Żeby nie wyszło na to, że mi się nie podobało... Akurat jeśli o same wydarzenia chodzi, to książka zasługuje na uwagę. Nie każdy wątek mnie zaciekawił, a niektóre wręcz błagałam, żeby w końcu przestały się ciągnąć, ale jeśli chodzi o konkretne sceny, intrygi itd., to naprawdę mi się spodobało. Poza tym byłam tak napędzana nienawiścią do jednej postaci, że wprost marzyłam o tym, żeby dojść do końca i ciągle błagałam, żeby doczekała się kary Very Happy. Co warte uwagi... nienawiść do niej (bo chodzi o kobietę) była innego zupełnie rodzaju. D'Artagnana nie lubiłam jako człowieka. Denerwował mnie jako postać i wkurzał tym, co robił. Natomiast ta denerwująca mnie dama, została wykreowana, żeby być tą złą - i autorowi świetnie się udało wzbudzić we mnie niechęć do niej. Więc ona wyszła. Taka miała być. I chciałam o niej czytać - wiedzieć co dalej. Natomiast d'Artusia miałam po prostu serdecznie dość, a na pewno nie było to zamiarem Dumasa Very Happy.

Dość marnie było też z wartkością akcji - czy może raczej wypośrodkowanie pomiędzy dzikim pędem a ślimaczym tempem. Czasami wszystko szło szybko, a dialogi toczyły się tak, że przez kilkanaście i więcej wypowiedzi nie było żadnej uwagi, kto to powiedział i jakim tonem. Słowa, odpowiedź, odpowiedź na tę odpowiedź, reakcja, odpowiedź - zero dodatkowych wtrąceń. A innym razem (co mnie niesamowicie wkurzało) autor zaczynał złośliwie przeciągać scenę. Kiedy np. trzeba było zdradzić jakąś tajemnicę, to ludzie chodzili dookoła tego tematu, piętnaście razy prosili o dyskrecję, dwadzieścia razy ktoś milkł, żeby go trzeba było popędzić. A wszystko po to, żeby o jedną, dwie czy pięć stron odwlec zdradzenie nam jakiegoś ważnego dla fabuły faktu. Ale to też trudno traktować całkowicie jako wadę, ponieważ zachęcało do czytania. Gorzej z tymi momentami, gdzie taka rozmowa miała funkcje komiczne, a ja dostawałam białej gorączki ze zniecierpliwienia :3. (Patrz: scena, w której Atos opowiada, co wygrał, a co przegrał w kości!)


Na tym chyba zakończę. Irytowanie się na idiotyczne podejście bohaterów do moralności, pieniędzy, wina, swojej pracy i wszystkiego innego nie jest warte uwagi. A omawiając konkretne wydarzenia, tylko niepotrzebnie zaspojleruję fabułę tym, którzy być może chcieliby przeczytać. A chyba muszę powiedzieć, że polecam... bo klasykę zawsze warto znać. Na pewno nie zaszkodzi, nawet gdybyśmy mieli to potraktować trochę jak przymusową lekturę.

Podsumowując: bohaterowie w większości irytujący i potwornie niemoralni, co przypisuję czasom, w jakich osadzona jest akcja. Pojawiały się fajne postacie, ale nikt nie był dla mnie na tyle wart uwagi, żebym chciała wiedzieć o tej osobie więcej ponad to, co już wiem. Fabuła - odrobinę rozjechana i chwilami porozciągana w nieodpowiednich punktach, aczkolwiek dość dobra. Styl zupełnie w porządku, chociaż widać po nim było, że książka ma swoje lata - ale do tego nie sposób się przyczepić. Ja to lubię. Aha! I przypomniało mi się jeszcze teraz coś, co mi się spodobało... mianowicie wplatanie faktów historycznych w powieść i mieszanie do nich bohaterów. Szczególnie historia pewnego zabójstwa ważnej osoby, które - jak potem wyczytałam - naprawdę miało miejsce, a autor bardzo sprytnie wkręcił w to wydarzenie własne postacie. To na wielki plus.
Nie podejmę się oceniania liczbowo, bo każda ocena wydaje mi się za wysoka albo za niska. Ale gdybym miała, to najbardziej skłaniam się ku czemuś pomiędzy 6 a 7/10. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, że mi się nie podobało, ale jednocześnie zbyt wiele rzeczy w trakcie czytania mnie zdenerwowało, żebym potrafiła wyrażać tylko zachwyt.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Zwiadowcy Strona Główna -> Skorghijl Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin